Opisz swoje wrażenia z wycieczki!
Xięga Gości


Strona główna

Opisy



Zdjęcia
 

Dzień 1: 16.03.2001.
Spotkaliśmy się o nienormalnej dla zwykłych ludzi godzinie na dworcu głównym w Poznaniu, skąd udaliśmy się do Wrocławia.

Wrocław powitał nas rześkim porankiem i udaliśmy się na spacer w kierunku fabryki ni mniej ni więcej tylko generatorów o swojsko brzmiącej nazwie ALSTOM Power Generators.


Po bardzo miłym przyjęciu zostaliśmy zaproszeni na małą prelekcję opisującą nieświadomym niczego studentom tajniki produkcji generatorów.

Od lewej siedzą i słuchają: Tomaj, Karol, Daniel, Tomek Ł., Leszek, Grzegorz, Kuba, DJ oraz niewidoczny po prawej stronie p. Muszyński.

Po wykładzie dziarsko ruszyliśmy w stronę samej fabryki by zobaczyć owe "cudeńka" na własne oczy. A było co oglądać... Generatory o średnicy kilku metrów na każdym zrobiły olbrzymie wrażenie. Bardzo miły pan oprowadził nas po wszystkich halach, grzecznie tłumacząc co, gdzie i po co się to robi.

Żądni wiedzy studenci pozują do zdjęcia w otoczeniu generatorów.

Jako że w noc poprzedzającą nasz wyjazd pryszczobojni Czesi postanowili zamknąć swe wrota dla obcokrajowców, musieliśmy ograniczyć swój plan zwiedzania Wrocławia i niestety wykreśliliśmy z grafiku wizytę na Politechnice Wrocławskiej.

Z niewielkimi kłopotami udaliśmy się środkami komunikacji publicznej na dworzec głowny we Wrocławiu, skąd o godz. 15.00 odjechaliśmy w kierunku Kudowy-Zdrój.

Na przejściu granicznym byliśmy zmuszeni do oddania siłą skrzętnie przygotowanego prowiantu. Co głodniejsi wchłonęli go samodzielnie; reszta - wyrzuciła do kosza na śmieci. Zaraz po przejściu bramki oczom zwiedzających ukazało się kilka (jak się później okazało - bardzo sympatycznych) budek samochodowych, za kierownicami których siedzieli przedsiębiorczy Czesi handlujący tanim alkoholem...

Zakupiwszy, co trzeba udaliśmy się w dalszą drogę. Tym razem celem naszej podróży było czeskie miasteczko - Destne. Docelowo mieliśmy nocować w Masarykowej Chacie, ale bidulek właściciel (ochrzczony przez nas jako HICZKOK) zapomniał, że przyjeżdżamy w piątek a nie w sobotę i nie było dla nas miejsca.

Wieczór upłynął podróżnym pod znakiem dobrej zabawy...

Szampańskie nastroje na minach (od lewej): Kuby, Tomaja, Leszka, Tomka T., Daniela, Karola i Grzegorza.

I tak minął pierwszy dzień...